Rzym w 1 dzień

03Czy w ciągu 24h da się dojechać do Berlina, polecieć stamtąd do Rzymu, odwiedzić najważniejsze atrakcje, zjeść włoską pizzę, złapać trochę słońca przy odnowionej fontannie Di Trevi, a przy tym wynudzić się jeszcze czekając dwie godziny na autobus, wrócić na lotnisko, dolecieć z powrotem do Berlina i wrócić do domu? A to wszystko w cenie sobotniego wyjścia do knajpy? Odpowiedź brzmi: oczywiście! Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych 😉

Od kilku lat zwiedzamy Europę, jednak zawsze jakoś nie po drodze nam było do Rzymu. To wynika z podstawowej zasady naszych wyjazdów: jedziemy tam, gdzie można się tanio dostać, a nie tam, gdzie mamy akurat ochotę. Ma to swoje plusy i minusy. Plusów jest więcej, a najważniejszy to ten, że tak naprawdę nigdy nie wiemy, dokąd udamy się następnym razem, i traktujemy to na zasadzie niespodzianki. Kto nie lubi niespodzianek? 😉 Największy (a może jedyny istotny?) minus jest taki jak w tym przypadku – chcielibyśmy odwiedzić konkretne miejsce (Rzym), ale ciężko się tam dostać w rozsądnej cenie w pożądanym terminie. Z drugiej strony, koniec końców, kiedyś trafi się tani bilet w dane miejsce i dopniemy swego. Więc czy to naprawdę tak istotny minus?

Tak było i w tym przypadku. W grudniu szwagier poprosił nas, abyśmy zabrali go gdzieś z dziewczyną. Ceny biletów lotniczych nie powalały, nie było też dobrych sposobów na zbicie ceny. Co prawda przewijał się temat tanich lotów do Norwegii czy Warszawy, ale byliśmy tam już kilka razy, i pomimo, że naprawdę podobają nam się te miejsca, to chcielibyśmy jednak swoje siły i czas poświęcać na poznawanie czegoś nowego. I tu niespodziewanie pojawił się temat tanich biletów do Włoch! Skorzystaliśmy z niego planując naszą oblotówkę, więc nie zastanawiając się zabukowałem także bilety do Rzymu. Korzystając ze swoich sposobów, udało m się nabyć bilety Berlin – Rzym i z powrotem za całe 0 zł 🙂

Na lotnisko w Berlinie wyjechaliśmy w nocy, wylot do Rzymu Ciampino był o 6:30. Zmęczony jazdą samochodem przespałem prawie cały lot, obudzony jedynie przez współtowarzyszy, gdy przelatywaliśmy nad Alpami (piękne widoki) oraz już nad Rzymem. Bezchmurne niebo pozwoliło podziwiać panoramę stolicy Włoch. Pod terminalem lotniska wsiedliśmy w autokar Terravision, zabukowany wcześniej przez internet w cenie 4€ za osobę w jedną stronę. Autobus jedzie do Termini – głównego węzła komunikacyjnego Rzymu, łączącego wszystkie autobusy, pociągi i taksówki. Wielkie centrum przesiadkowe, tysiące ludzi i ani pół ławki do siedzenia, ale o tym później.

01rzym Plan na zwiedzanie był prosty: zobaczyć jak najwięcej atrakcji w jak najkrótszym czasie. Na 10 km trasie mieliśmy spotkać najważniejsze miejsca stolicy Włoch. Już kilkunastominutowy spacer od Termini doprowadził nas do Koloseum – którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Często jest tak, że kiedy przez wiele lat dane miejsce czy budynek ogląda się jedynie na zdjęciach czy w telewizji, a potem widzi się je na żywo, to nie wydaje się on tak okazały, jak myśleliśmy. Różne stadiony, Sagrada Familia, Tower Bridge – spodziewaliśmy się, że na żywo są równie „duże”. Tu było inaczej. Koloseum to potężna budowla, której obejście dookoła zajmuje dłuższy czas. Zrobiło na nas takie wrażenie, jakiego się spodziewaliśmy. Inna obserwacja – mimo środka tygodnia (wtorek), mało popularnego terminu (luty) oraz braku jakiejś specjalnej okazji, turystów były tłumy. Do wejścia do Koloseum stała spora kolejka. Strach myśleć, co dzieje się w Rzymie „w sezonie”…

02 03 04 05

Po zwiedzeniu Koloseum i jego antycznych okolic udaliśmy się w stronę Tybru, którego brzegiem mieliśmy dostać się do Watykanu. Po drodze mijaliśmy Palatyn, wg źródeł najstarszą część Rzymu, gdzie wilczyca miała wykarmić Remusa i Romulusa. Tuż obok znajduje się Circus Maximus – starożytny cyrk, gdzie odbywały się m.in. słynne wyścigi rydwanów. Wiele z niego nie zostało, ledwie kształt wałów ziemi i trochę gruzu. Idąc wzdłuż Tybru mijaliśmy Wyspę Tyberyjską, na której znajdują się m.in. szpital Bonifratów i dwa kościoły.

06 07 08

Kilkukilometrowy spacer brzegiem Tybru już dawał nam się we znaki, kiedy w końcu dotarliśmy do Watykanu. Kolejne pozytywne zaskoczenie – jest on równie duży, jak w naszych wyobrażeniach. Ba, potężny. Bazylika św. Piotra, plac św. Piotra i okoliczne zabudowania tworzą wspaniały efekt. Niestety, choć planowaliśmy odwiedzić grób Papieża św. Jana Pawła II, kolejka do wejścia skutecznie nas zniechęciła. Ograniczał nas czas, z wieczornym samolotem do Berlina, na który musimy zdążyć. Ale to nic, przy kolejnej okazji nadrobimy.

09 091

W Watykanie spotkaliśmy się z podobnym zjawiskiem, co w Paryżu, tj. naciąganiem turystów. Cyganka z dzieckiem na ręku, widząc mnie wybierającego pieniądze z bankomatu, znacząco wyciągnęła rękę tak, że znalazła się między mną, a bankomatem. W swoim języku pewnie prosiła o pieniądze. Nieczuły na jakąkolwiek formę naciągania, zignorowałem cygankę. Kiedy bankomat wypluł pieniądze, jej „prośby” stały się bardziej nachalne. Chowając banknoty do portfela, po polsku odpowiedziałem jej, żeby się wzięła do roboty. Chyba obudziłem w niej szatana, bo zaczęła wykrzykiwać coś do mnie w swoim języku, i na pewno nie były to komplementy. Mało tego, ręką zaczęła walić w bankomat, i powtarzała „roboty, roboty!”. Chyba nie byłem pierwszym Polakiem, od którego usłyszała taką radę 😉

092 093 094

Inną formą naciągania turystów było wciskanie im różnych słoników, bransoletek i innego badziewia. Oczywiście, podobnie jak w innych krajach, zajmowali się tym jedynie ciemnoskórzy. I nie każdy spokojnie przyjmował odmowę. Cóż, taki urok turystycznych metropolii…

Kolejnym punktem na naszej mapie atrakcji był Panteon. Okrągła świątynia z dziurą w dachu 😉 Wybudowano ją na początku naszego wieku. Panteon o kształcie walca przykrytego kopułą półkulistą stanął na miejscu prostokątnej świątyni, ufundowanej ku czci boskich patronów Rzymu w 27 r.p.n.e. Centralne miejsce poszycia dachu to otwór, który oświetla wnętrze. Słyszeliśmy, że gdy pada deszcz efekt w środku jest rewelacyjny, ale nam nie było dane tego zobaczyć, bo tego dnia mieliśmy piękną pogodę.

095 096 097

Będąc we Włoszech żal nie spróbować specjałów tamtejszej kuchni. Nasz wybór padł na pizzę. Ceny w rzymskich restauracjach przy głównych traktach turystycznych przyprawiają o zawrót głowy, jednak wystarczy wejść w którąś z bocznych uliczek, i łatwo odnaleźć mniejsze pizzerie z normalnymi cenami. Tak trafiliśmy do kameralnej restauracji, gdzie duża pizza kosztowała 8€, do tego dostaliśmy koszyk z pieczywem oraz 2l butelkę wody za 1€. Obiad na osobę wyniósł więc 4,50€, a więc rewelacja! 🙂

Następna atrakcja Rzymu na naszej mapie to słynna fontanna Di Trevi. Niedawno odrestaurowana, oświetlona popołudniowym słońcem, na tle błękitnego nieba prezentowała się przepięknie. Podobne wrażenie jak my miały tabuny turystów, które wprost oblepiły każde miejsce w jej okolicy. Szczęśliwie udało nam się znaleźć kawałek miejsca do siedzenia, i tak, przy szumie fontanny, oddaliśmy się błogiemu odpoczynkowi na słoneczku.
098 099 0991

Moglibyśmy tak siedzieć do wieczora, niestety, byliśmy uzależnieni od zegarka, który mówił nam, że czas się zbierać. Spacerem udaliśmy się z powrotem do stacji Termini. Kluczyliśmy trochę, szukając sklepu z alkoholem, i – o dziwo – doszliśmy do stacji dużo wcześniej, niż planowaliśmy. To oznaczało 2-godzinne oczekiwanie na autokar. Brak ławek po całym dniu chodzenia dawał się we znaki, więc usiedliśmy w restauracji McDonalds, na pierwszym piętrze Termini.

Do domu dotarliśmy około 2 w nocy. Rano pobudka do pracy…i tradycyjne myśli „po co mi to było”. Jednak po zregenerowaniu sił człowiek cieszył się, że w jeden dzień zobaczył tak wiele, za tak niewiele. Zdjęcia i wspomnienia pozostały. Koszt wyjazdu to tak naprawdę tylko 4€ za autokar Terravision oraz paliwo. Kilkadziesiąt złotych za wyjazd do Rzymu – krzywdy chyba nie ma 😉

5 odpowiedzi do artykułu “Rzym w 1 dzień

  1. Pingback: Zwiedzanie Rzymu w 40to stopniowym upale | nonstopholidays.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *