Podróż na nieznany kontynent-Tajlandia cz. I

am7-272-of-616

Nasz plan na 2016 rok zakładał skorzystanie z możliwości jakie daje fuel dumping i wybranie się gdzieś do Azji – Tajlandia, Malezja, Filipiny – w zależności od tego, na który z tych kierunków uda się kupić bilet. Padło na Tajlandię, kraj coraz bardziej popularny wśród Polaków, o którym mówi się, że już niedługo stanie się drugim Egiptem. W niczym to nam nie przeszkadzało, a możliwość skorzystania z tamtejszego słońca i ciepłej wody w środku polskiej jesieni sprawiała, że szybko zaczęliśmy odliczać czas do wyjazdu.

img_3018

Na początek czekała nas niestety długa przesiadka w Budapeszcie – aż 12 godzin. Z powodu padającego deszczu, zamiast zwiedzać miasto, postanowiliśmy pozostać na lotnisku. Trafiliśmy na awarię Internetu więc czas trochę się dłużył. Na trzy godziny przed odlotem rozpoczął się check in. Poczekaliśmy aż kolejka trochę zmaleje, stanęliśmy na końcu, ale nasz „ogonek”, z powodu nierozgarniętych Chińczyków, był obsługiwany najdłużej… w końcu i my, bez żadnych problemów dostaliśmy nasze bilety.

am7-252-of-616

am7-255-of-616

Lot obsługiwany był przez Air China. Do Pekinu lecieliśmy niezbyt nowym samolotem, w środku mocno „zmęczonym” przez pasażerów, ze słabo działającym systemem rozrywki pokładowej – zacinające się ekrany dotykowe, nie działające piloty, uboga ilość filmów oraz piosenek do wyboru. Jakość nadrabiał personel pokładowy, który uwijał się jak w ukropie. Przyznam, że nie miał łatwego życia z Chińczykami. To, że biegali do stewardess z termosami i bidonami po piwo i inne napoje to nic, ale niektórzy mieli pomysł na przespanie się w przejściu bo „przecież jest jeszcze miejsce żeby przejść obok nich”… z pewnością takie sytuacje to codzienność dla załogi.

img_3014

img_3015

Nasz start z Budapesztu był opóźniony o 40 co trochę mnie zmartwiło z uwagi na ledwie godzinę, która mieliśmy na przesiadkę w Pekinie. Po wylądowaniu, z płyty lotniska zostaliśmy zabrani autobusem. Jazda trwała sporo ponad 10 minut, w końcu lotnisko jest przecież ogromne. Po wejściu do terminala, udaliśmy się tam gdzie prowadziły strzałki „transfer”. Jakież było nasze zdziwienie kiedy po kontroli paszportowej, okazało się, że znowu trzeba przejść przez bramki bezpieczeństwa. Co gorsze, kolejki do nich były ogromne i gdybyśmy nie wepchali się na chama na sam początek, nie zdążylibyśmy na nasz samolot. Jak na złość kontrola była szczegółowa. Powyciągano nasze kosmetyki, sprawdzano ich zapachy, pytano o przeznaczenie. Potem pozostał nam bieg do naszego gate’a. Po drodze zgarnął nas jakiś pan z samochodzikiem. Pomyślałem – ale super lotnisko, w kryzysowych sytuacjach podwożą pasażerów. Ale okazało się, że nie ma tak dobrze – pan zażyczył sobie po 10 dolarów od osoby 😀 zrezygnowaliśmy z tego rozboju, tym bardziej, że zanim nas o tym poinformował, zdążyliśmy już pokonać spory kawałek. Na szczęście udało nam się na czas znaleźć w samolocie lecącym do Bangkoku 🙂 to tam trafiliśmy na pierwszych Polaków podczas naszej podróży. Dwie dziewczyny siedzące przed nami, których ulubionym napojem było piwo, a słowem popularny przerywnik k****, szybko uciszyły swoje rozmowy, kiedy zorientowały się, że za nimi siedzą rodacy 😀

am7-260-of-616

Lot do Bangkoku trwał godzinę krócej niż planowano. Jeszcze w samolocie wypełniliśmy dokument, który rozdawały stewardessy, a który należy okazać po wylądowaniu. Należało wpisać takie dane jak m.in: imię, nazwisko, nr paszportu, nr lotu, wysokość zarobków rocznych, zawód, miejsce zatrzymania w Tajlandii. Na lotnisku są wzory jak należy wypełnić ten dokument, poza tym, stoją tam pracownicy lotniska, którzy w razie problemów pomagają załatwić ten temat. Samo lotnisko jest ogromne, ale bardzo dobrze oznakowane. Po załatwieniu formalności oraz zakupie kilku bathów (należy pokazać paszport), udaliśmy się na najniższy poziom lotniska, skąd mieliśmy odjechać Airport Linkiem do naszego hotelu. Bilety można nabyć w automatach, które są bardzo dobrze zaprogramowane. Wybiera się stację docelową, liczbę biletów, płaci i po chwili mamy już swoje żetony 🙂

img_3022

img_3023

img_3025

 W następnej części przeczytacie o naszych pierwszych dniach w Bangkoku i spotkaniu z tajską rzeczywistością, zapraszamy 🙂

2 odpowiedzi do artykułu “Podróż na nieznany kontynent-Tajlandia cz. I

  1. Pingback: Podróż na nieznany kontynent-Tajlandia cz. II | nonstopholidays.pl

  2. Pingback: Podróż na nieznany kontynent-Tajlandia cz. III | nonstopholidays.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *