Podróż na nieznany kontynent–Tajlandia cz.V

Nasz pobyt na Railay Beach trwał tydzień. Czas minął szybko. Nie skorzystaliśmy ze wszystkiego co oferuje to miejsce, ale i tak wracaliśmy do Bangkoku zadowoleni. W jednej z agencji turystycznych wykupiliśmy pakiet łódź + transfer na lotnisko (nie pamiętam już za ile), ale te tajskie ceny, kto by zwracał na to uwagę 😉 Tym razem nie zalała nas fala i przy wschodzie słońca dotarliśmy do mini portu skąd na lotnisko zabrała nas taksówka.

Po dotarciu na lotnisko DMK w Bangkoku stanęliśmy przed zadaniem wybrania środka lokomocji, który zawiezie nas do hotelu. Do wyboru było taxi, autobus miejski, autobus specjalny oraz pociąg. Wybraliśmy ten ostatni, cena – 50gr (!) za standard naszego zwykłego PKP z tym, że u nas nie ma w lecie klimy i wiatraków, a tam były :p jadąc w stronę centrum mijaliśmy dzielnice biedy, widać było, jak żyją najubożsi mieszkańcy stolicy. Ciekawy, choć niemiły widok.

Z dworca Hua Lamphong podeszliśmy do pierwszego przystanku metra, podjechaliśmy kawałek, przesiedliśmy się na ARLa i po chwili byliśmy znowu w Nasa Vegas Hotel. Tym razem trafił nam się trochę lepszy pokój, nie mniej sprzątanie i odkurzanie w środku nocy było niezmienne…

Podczas ostatniej części naszego pobytu w Tajlandii, celem był ogromny bazar JJ Green Market, zwany w skrócie JJ. To jeden z największych weekendowych bazarów na świecie. Można tam kupić praktycznie wszystko – od żywności i odzieży, przez biżuterię, ozdobne lampy, meble, plecione kosze i dywany, a nawet zwierzęta. Weekendowy market, to również świetne miejsce dla osób urządzających mieszkania – takiego wyboru mebli i orientalnych dekoracji nie znajdziemy nigdzie indziej. Atmosfera jest niepowtarzalna, mnie to miejsce naprawdę pozytywnie zaskoczyło. Tak jak nienawidzę zakupów, tak tutaj potrafiłem spędzić 7 (!) godzin bez narzekania.Warto pamiętać, że ceny należy negocjować. Z ciekawości zapytałem o koszt nabycia jednego z wielu zegarków. Pierwotna cena wynosiła 3000 bht, po 5 sekundach zmniejszyła się do 2200bht, a po następnych 5ciu zrobiło się już 1800bht. Szczerze, to w ciągu tych 10 sekund nie zdążyłem nawet wyrazić swojego zdania o cenie, a spadła już prawie o połowę 😀

Poruszając się po Bangkoku warto korzystać z tuk tuków. Jest to coś nie spotykanego w Polsce, przejażdżka może stanowić ciekawe przeżycie. Jest wygodnie, tanio i szybko. Ceny są do negocjacji, nigdy nie wsiadajcie bez obniżenia tej zaproponowanej przez kierowcę. Nawet jeśli będzie uparty (z czym się nie spotkaliśmy) to za chwilę zagada do Was inny, który na pewno się zgodzi. Kierowcy są uprzejmi i rozmowni, przynajmniej my na takich trafiliśmy. Czasami ich angielski nie jest zbyt dobry, a w ulicznym gwarze tym bardziej ciężko zrozumieć co mówią, ale naprawdę się starają co jest bardzo miłe.

Z uwagi na śmierć króla, nie było nam dane zobaczyć Pałacu Królewskiego. Odwiedziliśmy za to świątynię leżącego Buddy, świątynię złotego Buddy, Wat Ratchanatdaram, słynną Khao San Road (nie zrobiła na nas zbytniego wrażenia, za to jedliśmy tam przepyszne lody kokosowe). Podczas zwiedzania świątyń, dostaliśmy w cenie biletu butelkę wody, a także mrożoną kawę i herbatę co było zbawienne przy ponad 30to stopniowym upale. Ceny biletów od 50bht do 200bht, w zależności od obiektu. Wszędzie należy uważać na kieszonkowców, których w takich tłumach nigdy nie brakuje.

W ostatniej części naszej relacji z podróży na nieznany kontynent przeczytacie o tym, jak wyglądał nasz powrót do domu. Pekin, Mińsk, Budapeszt… zapraszamy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *