I tym razem Hiszpania! Salou :)

Wzorem poprzednich dwóch lat i w tym roku postanowiliśmy wybrać się do Hiszpanii, jeszcze przed sezonem złapać trochę opalenizny. Zbyt późno zabraliśmy się do kupowania biletów, dlatego też za loty na trasie Berlin-Barcelona-Berlin musieliśmy trochę zapłacić… kosztowały nas one 179zł/osobę. Tym razem za cel naszej podróży wybraliśmy miejscowość Salou, położoną na południe od stolicy Katalonii. Hotel zakupiliśmy w serwisie travelrepublic. Cena – 1600zł za pokój dwuosobowy z pełnym wyżywieniem.

Latając z Berlina auto zostawiamy zawsze na parkingu należącym do stacji Esso. Za 7 dni płaciliśmy tym razem 30 euro. Kontrola bezpieczeństwa i boarding poszły sprawnie. Cały lot do Barcelony trwający 2h 30′ przespaliśmy więc nie mieliśmy okazji podziwiać Europy z góry. Po wylądowaniu udaliśmy się na pociąg do stacji Barcelona Sants. Automaty z biletami nie działały dlatego musieliśmy udać się do okienka. Kupiliśmy T10 za około 9 euro, który pozwala na 10 przejazdów. Pojedynczy kosztował jakieś 4 euro więc była to dla nas najkorzystniejsza opcja. Z Sants do Salou zabrał nas pociąg Renfe, czas przejazdu to około 1h 9′ w cenie 8,80e/osobę. Z dworca naszego miejsca docelowego do hotelu pozostał nam półgodzinny spacer nadmorską promenadą w promieniach pełnego słońca. Tym sposobem około godziny 14 dotarliśmy do Santa Monica Playa Hotel.

Sam hotel robi dobre pierwsze wrażenie. Zadbane wejście, spore lobby, mili pracownicy w recepcji. Zameldowanie przebiegło bez problemów, opłaciliśmy nasz pobyt i po chwili mogliśmy odpocząć po podróży w naszych łóżkach 🙂 rezerwowaliśmy pokoje dwuosobowe, ale mieliśmy do dyspozycji trzy łóżka. Widok z balkonu na basen hotelowy zapowiadał głośne dni…

To co od razu zwróciło naszą uwagę w Salou to długa i szeroka promenada – paseo Miramar, biegnąca wzdłuż plaży Playa Poniente. W tej atmosferze tropikalnych palm możecie wybrać się na dłuższy spacer aż do sąsiedniego kurortu Cambrils. Droga ta przypomina aleje w Miami albo Los Angeles. Wzdłuż promenady znajduje się kilka fontann, w tym fontanna labirynt oraz główna, gdzie w piątki i w soboty o 22 odbywają się półgodzinne pokazy w rytm muzyki. Ta największa fontanna znajduje się na początku promenady, od strony portu. Jeśli ktoś będzie chciał udać się na pokaz to na pewno trafi – wystarczy iść tam gdzie tłum;)

Największym problemem jaki mieliśmy podczas tego wyjazdu był hałas. W hotelu obok zameldowali się młodzi Hiszpanie, którzy kilka razy robili przemarsz ulicami z głośnym śpiewem na ustach i wuwuzelami w rękach. Do naszego hotelu natomiast, kilka dni po nas, dotarła grupka 10ciu Anglików, którzy od rana do wieczora alkoholizowali się przy basenie, a w nocy robili to w lokalu z karaoke. Chyba każdy domyśla się jak brzmiały odgłosy… pomijam fakt, że byli to geje, którzy paradowali w damskich strojach kąpielowych nie tylko po terenie hotelu, ale także po mieście… ze wszystkich nacji najspokojniej zachowywali się Rosjanie, na których Salou jest nastawione. Widać to po trzyjęzycznych banerach (hiszpański, angielski i rosyjski) przy sklepach, nagabywaczach, którzy mówili do nas po rosyjsku oraz oczywiście po cenach, które czasami są naprawdę wysokie.

 

Jeśli chodzi o jedzenie w hotelu – w zasadzie standard: do wyboru zawsze były pyszne owoce, lody oraz ciasta. Na śniadanie jogurty, płatki różnego rodzaju, jajka, jajecznica, możliwe było komponowanie śniadania angielskiego, a także francuskiego. Na obiady owoce morza, frytki, sałatki, surówki, ryże i makarony w różnej postaci. Jedzenie dobre, myślę, że każdy może znaleźć coś dla siebie i nie wyjdzie głodny. Niemiłym akcentem jednak był wijący się w pomidorze robak podczas ostatniego śniadania…

Jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Salou jest latarnia Faro de Salou. Została ona zbudowana na skalistym brzegu w 1858 roku. Latarnia ma kształt cylindrycznej wieży postawionej na prostokątnym budynku. Wieża otoczona jest piękną roślinnością, oraz stanowi piękny punkt widokowy na skalistym klifie. Nie wygląda ona tak jak znane nam bałtyckie latarnie, szczerze to większe wrażenie zrobiły na nas widoki z okolic latarni niż ona sama.

Osobiście Salou podobało nam się bardziej niż np Blanes. Dużą zaletą jest łagodne zejście do morza. Jest to idealne miejsce dla rodzin z dziećmi, woda jest spokojna i nie ma obaw, że przy brzegu będzie głęboko. Plaże oznaczone są błękitną flagą, co świadczy o ich czystości. Najpopularniejsze plaże w obrębie miasta to Playa de Levante, Poniente, mierząca ponad kilometr i łącząca się z sąsiednim kurortem – Cambrils, położona w malowniczej zatoczce plaża Llenguadets, oraz mniejsze plaże jak Capellans, Cala de la Front, Llarga i Cala Crancs. Wszystkie plaże są piękne, czyste, zadbane i idealne do odpoczynku całą rodziną, oraz do uprawiania wszelkich sportów wodnych. Warto dodać, że można się tutaj oddawać pasji żeglarskiej, uprawiać windsurfing i kitesurfing, jeździć na nartach wodnych, nurkować. Można również popłynąć w rejs łodzią, oferta jest naprawdę bogata i atrakcyjna.

Wszystko co dobre szybko się kończy. Tak było i tym razem. Minął tydzień i przyszedł czas na powrót do domu. Zawsze powtarzam jednak, że nie ma co się smucić, powrót z jednej wycieczki oznacza, że następna już niebawem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *