“Naucz mnie raczej zapominania,
bo pamiętam rzeczy, których nie pragnę pamiętać
i nie umiałbym zapomnieć, gdybym nawet chciał.”

Oczywiście nie są to moje słowa, gdyż póki co do poetki, filozofa, czy czegoś w tym rodzaju, jeszcze mi daleko. Może za parę lat… Ahh czas wrócić na ziemię. A więc – niestety nie jestem w stanie powiedzieć, czyje to słowa, gdyż…odpisując ten cytat, zapomniałam napisać autora. Mój błąd, ale już po fakcie. Skąd w ogóle te słowa? Siedząc bodajże dwa dni temu w szatni na jednej z lekcji znalazłam książkę niejakiego Melchiora Wańkowskiego “Kafka la fonta(coś tam)”. Przepraszam, nie chce mi się nawet sprawdzać, jak brzmiał dokładny tytuł. Ale, szczerze mówiąc, nawet nie warto sięgać po tą książkę. Przynajmniej mi nie przypadła jakoś specjalnie do gustu. Autor nieznany, styl nie mój, gdyż książka jest pisana w formie krótkich reportaży, zupełnie ze sobą niepowiązanych. Przynajmniej tyle zdążyłam ustalić podczas godzinnego czytania. Z całej tej książki spodobał mi się tylko ten właśnie cytat. Słowa jakiegoś antycznego filozofa.
W dobie technik szybkiego czytania, czytania ze zrozumieniem, etc, wydawać by się mogło, że ludzie dążą do czegoś zupełnie odmiennego, niż pragnie ów filozof. A jednak. Od razu odnalazłam sens tych słów. Przecież co raz częściej słyszy się, że ludzie chcą o czymś zapomnieć, o pracy, o szkole, o problemach, o obowiązkach. Chcą choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości, odłączyć “wtyczkę” i odpocząć. Poza tym, chyba każdy z nas jest naznaczony jakimś piętnem, czy to z dzieciństwa, czy z późniejszego okresu. Mimo iż szukamy licznych technik przyswajania dużych partii materiału, to sądzę, że przydałaby nam się niejedna “szkoła zapominania”. Przypuszczam, że uczniów by w niej nie brakowało. Nikt by nie narzekał na nudny system nauczania i bezsensowne zajęcia. Tylko czy zapominania można się nauczyć? Nie zapominalstwa, tylko umiejętności trwałego zapominania przykrych rzeczy. Chyba jednak nie i śmiem twierdzić, że to jeden z większych problemów ludzkości. Bo gdyby jednen z drugim był w stanie zapomnieć wzajemnie wyrządzone krzywdy, nie mściliby się, nie szukali często bezsensownego zadośćuczynienia, nie chowali by w sobie żalu i urazy do pewnych osób. Gdyby dzieci potrafiły zapomnieć krzywdy wyrządzone im w dzieciństwie, może mogłyby zakładać normalne rodziny i mieć normalne życie.
Poza tym, umiejętne zapominanie zbędnych i przykrych rzeczy mogłoby pomóc w wyostrzeniu koncentracji na bardziej pożytecznych i dobrych rzeczach. Tylko pewnie, jak z wszystkiego, tak i z tego ludzkość prędzej, czy później zrobiłaby “broń” służącą do samozagłady. Tak to już z nami jest. Niby mądrzejsi, lepsi, wyżej sytuowani w hierarchii ziemskich gatunków, niby odpowiedzialni, ale niestety nieprzeciętnie zadufani w sobie i głupi. Tak – głupi. Począwszy ode mnie, skończywszy na wielkich naukowcach, czy głęboko wierzących. Każda z tych grup ma swój własny pogląd, jedyną, niepodważalną prawdę dotyczącą początków świata. A tak naprawdę ani jedni, ani drudzy do mnie nie trafiają. Ale ja nie o tym dzisiaj chciałam.
Wracając do zapominania. Sama chętnie zapisałabym się do zaproponowanej przez mnie szkoły. Wiele zdarzeń, wielu ludzi, wiele sytuacji chciałabym zapomnieć. Wymazać z pamięci i zacząć jakby życie na nowo, z tym co jest teraz, a nie z wspomnieniami z przeszłości.
A może ten świat musi być tak urządzony? Może liczne doświadczenia kształtują naszą osobowość? Mimo wszystko upierałabym się przy takich szkołach. Mówiąc kolokwialnie – ludzie ze zrytą przez przykre doświadczenia psychiką powinni mieć szansę, na własne życzenie i własną odpowiedzialność zacząć nowe życie, jakkolwiek by nim mieli pokierować.
Niestety narazie nam to nie “grozi”. Może za tysiąc lat, kiedy będziemy mieli możliwość przemieszczania się w czasie…